Przyjemne nawyki

Odkąd zaczęłam pracę w zawodzie dietetyka, szukałam praktycznych i najbardziej efektywnych sposobów na to, żeby pomóc pacjentom wprowadzać zmiany w stylu życia „na życie”, a nie na chwilę. Szybko się zorientowałam, że jeśli chcemy zadbać o swoje zdrowie i/lub sylwetkę, to potrzebujemy bezterminowej strategii działania, nie zaś spektakularnego „zrywu”. Że „mądrość  nie może się zadowolić wykładami, potrzeba jej zajęć praktycznych”. I że nieważne jak pięknie coś brzmi w teorii, ważne czy znajdzie zastosowanie w praktyce.

Zaczęłam się interesować budowaniem nawyków. Przeczytałam na ten temat mnóstwo publikacji od książek i artykułów popularno – naukowych po badania, skończyłam też w między czasie studia coachingowe, ale wciąż miałam poczucie, że brakuje mi w zdobytej wiedzy, jakiegoś ważnego elementu tej „nawykowej układanki”. Wiedziałam, że nawyk to czynność zautomatyzowana przez powtarzanie (świadome lub nie), że jest zależny od kontekstu i środowiska, że chodzi o wskazówki/bodźce wyzwalające, że warto go rozbić „na atomy”, itd., ale wciąż nie rozumiałam dlaczego jednym nowe zachowania np. żywieniowe, bez większych problemów wchodzą w krew, a innym „nie chcą” się zautomatyzować. Wiedząc o ile łatwiej się żyje z dobrymi nawykami, jak wielką mają wartość adaptacyjną, ile oszczędzamy dzięki nim życiowej energii (mogąc wykonywać wiele ważnych czynności bez zastanowienia i obciążania swojego mięśnia decyzyjnego 😉), naprawdę zależało mi na tym, by znaleźć ten brakujący ”puzzel” i puścić go dalej w świat.

Któregoś dnia, czytając książkę natknęłam się na zdanie: „To emocje budują nawyki”. Te cztery proste słowa trafiają w sedno. Mnie trafiły wtedy jak grom z jasnego nieba 😉Poczułam, że w procesie zmiany, nie zwracamy wystarczająco uwagi na aparat emocjonalny. Że próbujemy wdrożyć nowe nawyki wyłącznie z poziomu rozumu, ignorując to jak się czujemy. Że chcemy pokonać swój wewnętrzny opór trochę „na siłę”. I używamy do tego naprawdę dobrych, sensownych argumentów, wiedząc ile zmiana stylu życia może przynieść korzyści. Tylko, że te argumenty trafiają „do rozumu”, a nie „serca”. A to od reakcji emocjonalnej zależy, czy dany nawyk się przyjmie czy nie. Istnieje bezpośredni związek między tym, co czujemy zachowując się w określony sposób, a prawdopodobieństwem, że powtórzymy to działanie w przyszłości bez wahania. A w przyszłości będziemy chętnie powtarzać to, co wcześniej sprawiło nam przyjemność i/lub satysfakcję. Chodzi o to, żeby zmiany wprowadzać z chęcią, a nie pod wewnętrznym lub zewnętrznym przymusem, w stresie lub „za karę”. Żeby przyjrzeć się z jakim nastawieniem działamy, bo to od nastawienia zależy to co czujemy, a idąc dalej to czy nowe zachowania staną się sposobem, w jaki działamy automatycznie.

Przyjemne emocje pobudzają produkcję dopaminy, która kontroluje układ nagrody w mózgu (zwany też mózgowym układem motywacyjnym) i pomaga zapamiętać, które zachowanie wywołuje dobre samopoczucie, tak żebyśmy mogli je powtarzać. Mózg za pomocą dopaminy koduje związek przyczyno – skutkowy i tworzy oczekiwania na przyszłość. Przyjemne emocje związane z danym zachowaniem to pozytywne wzmocnienie, dzięki któremu uczymy się znacznie szybciej, skuteczniej, a także utrwalamy nowe nawyki. Mózg wykorzystuje swój potencjał plastyczności, czyli m.in. zdolności do tworzenia nowych połączeń, w obecności serotoniny zwanej popularnie hormonem szczęścia (swoją drogą nazwa ta kompletnie nie oddaje ilości i ważności funkcji, które pełni serotonina), a nie zalany kortyzolem i innymi hormonami stresu. Poza tym im dłużej stres się utrzymuje, tym mniejszymi zasobami samokontroli dysponujemy. W końcu zazwyczaj dochodzimy do ściany, wchodzimy w fazę wyczerpania i tracimy kontrolę nad zachowaniem.

Jeśli chcemy w tym roku zrobić coś, co nie będzie jednorazowym „aktem woli”, a będzie wymagało przebudowy nawyków, to warto wziąć pod lupę swój sposób myślenia i jego emocjonalne następstwa 😊

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *