Odchudzanie a fizjologia człowieka

Podstawowym pojęciem w nauce o fizjologii człowieka jest homeostaza, czyli zdolność ludzkiego organizmu do utrzymywania względnie stałego środowiska wewnętrznego, mimo zmieniających się warunków życia. To za sprawą mechanizmów homeostatycznych, nasze ciała utrzymują odpowiednią temperaturę, właściwy poziom i pH płynów ustrojowych czy glukozy we krwi. Wszystkie komórki i narządy ściśle ze sobą współpracują (komunikując się za pośrednictwem różnego rodzaju mediatorów: hormonów, neuroprzekaźników, cytokin) w celu utrzymania lub przywrócenia homeostazy, będącej warunkiem przeżycia. Celem nadrzędnym jest zawsze podtrzymanie funkcjonowania całego organizmu na możliwie najlepszym poziomie. Pamiętajmy, że nasze ciała stale dokonują samoorganizacji i samoregulacji.

Praca całego organizmu jest koordynowana przez maleńką strukturę mózgu, zwaną podwzgórzem. Jego aktywność jest modyfikowana przez sygnały homeostatyczne i informacje docierające ze wszystkich komórek i tkanek obwodowych. W podwzgórzu dochodzi też do integracji sygnałów płynących z układu limbicznego (który obejmuje m.in. ciało migdałowate i hipokamp) odpowiedzialnego za procesy emocjonalne. To podwzgórze zapewnia połączenie między psyche (emocje, procesy poznawcze) a ciałem (wiedza z zakresu neurobiologii pomaga zrozumieć te niezwykle złożone zależności psychosomatyczne; współczesna nauka zburzyła ostatecznie mur pomiędzy tym co mentalne i emocjonalne, a tym co fizyczne).

Podwzgórze, działając wspólnie z przednim płatem przysadki, kontroluje pięć osi wewnątrzwydzielniczych uczestniczących w regulacji metabolizmu, rozmnażania, rozwoju i wzrostu. Jest zaangażowane w regulację snu i pobierania pokarmu, a także kontrolę czynności autonomicznego układu nerwowego.

Neurony podwzgórza wydzielają hormony, które stymulują albo hamują wydzielanie hormonów tropowych przez przysadkę (chyba najbardziej znanym, a na pewno najczęściej badanym z tych hormonów jest TSH 😊), te zaś stymulują tkanki docelowe (m.in. nadnercza, tarczycę, gonady) do wydzielania innych hormonów.

Jedną z osi kontrolowanych przez podwzgórze, jest oś podwzgórze – przysadka – nadnercza (HPA), której aktywacja jest odpowiedzią na różnego rodzaju stresory, które zagrażają homeostazie organizmu. Do czynników stresogennych należą zarówno te fizjologiczne jak głód (ilościowy i jakościowy), pragnienie, uraz, toksyny, deprywacja snu, jak i psychospołeczne, których chyba nie trzeba wymieniać.

Reakcja ciała na stres ma charakter adaptacyjny i służy przetrwaniu sytuacji kryzysowej. Gdy źródło stresu zostanie usunięte, ciało zawsze wraca do naturalnego stanu homeostazy. Natomiast w sytuacji, gdy czynniki stresogenne oddziałują na organizm w sposób ciągły, jego możliwości adaptacyjne kończą się i dochodzi do fazy wyczerpania (mówi się o przeciążeniu allostatycznym). Może to prowadzić do rozwoju nadwagi, otyłości i wielu przewlekłych problemów zdrowotnych, od zespołu metabolicznego (nadciśnienie, insulinooporność, hipercholesterolemia) przez miażdżycę, cukrzycę typu II i depresję po choroby autoimmunologiczne i nowotwory.

Zmierzam powoli do tego, co zrobić, żeby przywrócić swojemu ciału naturalny stan równowagi, jeśli np. w wyniku adaptacji do stresujących/niekorzystnych warunków środowiskowych, doszło do zgromadzenia nadmiernej ilości energii w komórkach tkanki tłuszczowej.

Warto przyjrzeć się w jakich warunkach żyjemy, jaki tryb życia prowadzimy i czy zaspokajamy potrzeby swojego ciała. Chodzi o namierzenie źródła przewlekłego stresu, by usunąć przeszkodę stojącą na drodze do równowagi organizmu. To może być nieprawidłowo zbilansowana dieta, czyli zarówno deficyt kaloryczny jak i nadmierna podaż kalorii (nasilająca stres oksydacyjny w komórkach, którego nieuniknionym następstwem jest stan zapalny) bądź niedobór konkretnych składników pokarmowych (m.in. witamin, soli mineralnych, pierwiastków śladowych, białka, antyoksydantów, błonnika pokarmowego). Może też chodzić o deficyt snu, zaburzenia rytmu okołodobowego, brak ruchu lub odpoczynku czy nadmiar toksyn (alkohol, nikotyna, leki, ksenobiotyki czyli tzw. substancje obce z żywności wysoko przetworzonej). A może chodzi o stres psychospołeczny, w którym jesteśmy stale zawieszeni, a którego konsekwencje musi ponieść nasze ciało (najlepiej udowodnionym efektem metabolicznym działania kortyzolu jest jego działanie diabetogenne; kortyzol podnosi poziom glukozy i kwasów tłuszczowych we krwi, zmniejsza wrażliwość komórek na insulinę, obniża tempo przemiany materii). Stres sam w sobie nie jest zły. Szkody czyni ten, od którego nie ma odpoczynku, którego nie „metabolizujemy”, nic z nim świadomie nie robimy. Często wystarczy „domknąć” każdego dnia cykl stresu, by móc zregenerować ciało, uzupełnić zużyte zasoby energii psychofizycznej, przejść z trybu mobilizacji w tryb odpoczynku. Czasami konieczne jest rozprawienie się ze stresem, który miał miejsce w przeszłości, ale jego źródło wciąż bije i kładzie się cieniem na teraźniejszości i przyszłości. Wiem, że to wszystko wymaga wysiłku, zaangażowania, porzucenia starych przekonań czy nawyków, ale wiem też, że przynosi niesamowite, długoterminowe efekty. I gwarantuję, że gra warta jest świeczki 😊

Podsumowując, jeśli chcemy wrócić do równowagi, to naszym zadaniem jest tworzyć swojemu ciału „przyjazne środowisko” pracy poprzez spożywanie pełnowartościowych posiłków, lekką bądź umiarkowaną aktywność fizyczną, zwłaszcza ruch na świeżym powietrzu, 7-8h snu, czas na przyjemności, bliskość, kontakt z naturą, wprowadzenie strategii radzenia sobie z bieżącym stresem, regulowanie poziomu napięcia mięśniowego, spokojny oddech. Mamy „przekonać” swoje ciało, że jest bezpieczne i żyje w dostatku, a nie deficycie. W ten sposób uruchomimy mechanizmy samoregulacji, czego efektem będzie powrót do prawidłowej wagi. Powinniśmy złapać swój rytm i dbać o siebie w sposób, w miarę możliwości, przewidywalny i powtarzalny, żeby ciało wiedziało jak zarządzać wszystkimi zasobami (glukozą, tlenem, elektrolitami, itp.) i nie było rozczarowane błędami prognozy. To wszystko ma ogromny wpływ na metabolizm, nasze zdrowie i sylwetkę. Trochę tego dużo, wiem 😉 Ale spokojnie, zmiany najlepiej wprowadzać powoli i stopniowo. Każdy, nawet najdrobniejszy gest troski o siebie, przybliża nas do osiągnięcia dobrostanu. Mam nadzieję, że porzucimy wreszcie koncepcję deficytu kalorycznego jako sposobu na osiągnięcie prawidłowej masy ciała. Chyba już dość mamy wokół dowodów na nieskuteczność takiego podejścia do problemu nadwagi i otyłości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *